Otoczenie wpływa mocno. Co, jeżeli tłum ma rację?

by Bartosz

Otoczenie wpływa nawet za mocno!

I nie mówię tego z przekorą. Zobaczmy, jak wygląda świat widziany oczami nikogo…

W rolę nikogo, wrzuconego w otoczenie wcieli się… Werble. No tak, nikt inny, jak ja. Bo przecież i tak sobą niewiele reprezentuję, status materialny i poziom inteligencji mam nie większy, niż stół w jadalni. A do tego, pozwalam sobie na obrażanie i wytykanie prostolinijności, co z taktem i kulturą osobistą ma niewiele wspólnego. Czytam poprzednie wpisy i myślę, że to nawet logiczne. Tak, też jestem w szoku, że można się w nich doszukać logiki. Szczególnie że do grafomana mi bliżej, niż każdemu z czytelników tego bloga do komputera lub smartfona, na którym czytają te marne wypociny.

Jakiś czas temu, po powrocie z emigracji siedziałem w towarzystwie. Można powiedzieć, że bliskich mi osób. Albo chwilowo bliskich, bo już w tym towarzystwie nie przesiadujemy. Wtedy, kiedy układałem życie na nowo, a co gorsza miałem tendencję, do informowania wszystkich dookoła o tym, usłyszałem słowa, które mocno, ale jednocześnie delikatnie sprowadziły mnie na ziemię. Trochę tak jakbym delikatnie frunął z powiewem wiatru. Spoczywałem na jego kołyszącym podmuchu, mijając ptaki, drzewa i opadając coraz niżej. A blisko ziemi poczułem jakby ktoś, zajebał mi obuchem w łeb.

„Ciągle mówisz, że robisz coś więcej. A czego Ty niby dokonałeś”? Tak brzmiało to pytanie. W pierwszej chwili nie miałem w głowie nic jak zawsze zresztą. Zdawkowo rzuciłem parę uwag dotyczących pisania, spłaty długów oraz ogólnego zadowolenia z obecnej sytuacji. I pytanie zostało mi w głowie na kilka najbliższych miesięcy…

otoczenie pytanie

Dlaczego otoczenie może mieć rację?

I długo myślałem o tym, a pytanie wracało i wracało. I może to być dziwne, szczególnie że osobę, która o to zapytała raczej mam za kogoś mało rozgarniętego. A jednak zabiła mi ćwieka na długie tygodnie. Zdania nie zmieniłem, a pytanie znalazło odpowiedź. Nic co robię dla siebie, nie ma dla kogokolwiek żadnej wartości. I to nie jest zbytnio odkrywcze. A jednak zmusiło mnie do pewnej refleksji. Skoro rzeczy, które robię, nie mają wartości dla innych, to po co je robić?

Weźmy na przykład pisanie tego bloga. Wydawało mi się, że piszę go dla siebie. A po tych kilku miesiącach wiem, że to straszny farmazon. I wiem, że piszę go dla Was. Nie zmieniło się podejście co do czytelności. Nie muszą mnie czytać tysiące. Mimo wszystko już ponad 5 tysięcy przeczytało, co jest niesamowicie podniecające, ale nie prowadzi jeszcze do nocnych polucji. O matko, znów prymitywny żart o seksualnej podwalinie. No tak, czego innego można się spodziewać.

Dlaczego zatem część ludzi kompletnie ignoruje i podważa jakiekolwiek dokonania nas samych? Mógłbym zasugerować się poprzednim artykułem i powiedzieć, że otoczenie i inni ludzie to idioci. Na potrzeby tego artykułu powiem, że może mają rację? Może faktycznie jest tak, że to, do czego dochodzimy i co robimy kompletnie, nie ma znaczenia? Może to, że jesteś lekarzem krajowej sławy, nic nie znaczy dla ogółu? Albo pisanie bloga o związkach międzyludzkich i codzienności też jest dla „masy” bez jakiejkolwiek wartości? W końcu może to my jesteśmy w błędzie, że wydaje nam się, że robimy rzeczy wielkie i ważne dla ludzi?


Walczę o każdego czytelnika, bo uważam, że każdy, kto tu trafia, szuka czegoś, co mu pomoże, a takie teksty staram się tworzyć. Moja praca i idee rozpowszechniają się tylko dzięki ludziom. Spędzę znów kilka godzin, udostępniając moje wpisy, a Ty możesz to zrobić, klikając w guzik poniżej. Proszę, zrób to, jeżeli uznasz ten tekst za wartościowy.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA. OTRZYMASZ PREZENT W POSTACI LISTY 10 KSIĄŻEK, KTÓRE WYWRÓCĄ CI CODZIENNOŚĆ DO GÓRY NOGAMI. OD FINANSÓW PRZEZ KARIERĘ ZAWODOWĄ, AŻ PO RELACJE MIĘDZYLUDZKIE.


Otoczenie zmienia nas i codzienność nie do poznania

Kiedyś usłyszałem, że jesteśmy średnią pięciu osób, z którymi się zadajemy. I powiedział to zapewne jakiś mądry coach! Tak przeczę sobie — w tym artykule ich obrażałem. Żart. Coach może być mądry. Nie, nie może. A nawet jeśli jest, to i tak spłonie w ogniu krytyki obecnych czasów. Nieważne, nie wiem, po co poświęcam im znaki wpisu. Zapomnijmy o mądrych coachach. Nie istnieją. Jeżeli pochylić się nad tym głupim stwierdzeniem rzuconym przez kogoś to nabiera ono w taki logiczny sposób pewnego sensownego składu.

Jeżeli masz 5 znajomych pijących wino pod sklepem, to raczej mało prawdopodobne, że jesteś kimś wybitnym — no być może w piciu wina jesteś jedynym mającym uznanie jegomościem. Istnieje spora szansa, że nie masz nic wspólnego np. z prowadzeniem firmy. Z drugiej strony jednak — jeżeli prowadzisz swoją firmę i na co dzień załatwiasz ważne biznesowe kontrakty zagraniczne, to małe prawdopodobieństwo, że masz coś wspólnego z piciem wina pod sklepem. To na logikę ma sens.

Problem zaczyna się w miejscu, w którym pomyślimy, że jesteśmy częścią większej społeczności. A jednocześnie jakąś średnią tej całej masy. Bo jakby nie patrzyć i z której strony nie spojrzeć, to jesteśmy w tym społeczeństwie zaledwie drobnym elementem. Wyjątkowość niektórych ludzi to jedynie doskonały kontrast dla średniości większości. I rozkład normalny, znany jako krzywa Gaussa dość dobrze opisuje powyższą myśl. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że jesteśmy częścią tej średniej masy ludzi, a zadajemy się z nimi na co dzień, to można jasno wywnioskować, że z tej średniej nigdy się nie wydostaniemy. A może to dobrze? Jeżeli nie potrzebujemy więcej popychać świata do przodu? Jeśli wystarczy nam zaledwie garstka ludzi do zmieniania świata na lepsze? To ma to sens.

otoczenie temida

Negatywne długofalowe skutki, a otoczenie

W tej średniej masie mieści się wszystko. Nasze talenty, pasje, marzenia, zainteresowania. My sami. Sporo z tych rzeczy gubi się albo umiera w tak dużej ilości podobnych rzeczy i nigdy nie ujrzy światła dziennego. Tylko to mnie martwi. I o tyle, o ile wiem, że moje pisanie lepiej, gdyby zginęło w tej masie, to otaczają nas często ludzie z umiejętnościami i zdolnościami, o których nam się nie śniło, z talentami, których świat nie widział. I wpadają do tego kotła średniości, i są finalnie średnią zupą w średnim barze mlecznym. Trochę szkoda.

Jestem idealistą — jest mi z tym cholernie ciężko. I mam spory dystans do tego, że otoczenie i świat po mnie nie spodziewa się zbyt wiele. Mogę być średni, a dla większości i tak będę nijaki albo marny. I spoko, to nie boli i nie robi mi krzywdy. Żałuję tych, którzy mają do powiedzenia i pokazania dużo więcej, a są wciągani do średniej masy, przez średnie otoczenie mojego pokroju, to nie fair. Nigdy nie było i nie będzie.

Chciałbym tego, żeby większość się myliła. Coraz częściej jednak mam wrażenie, że jest zupełnie inaczej, a ja nic z tym nie mogę zrobić, choć bardzo bym chciał.

P.S.

Po pierwsze! Napisz mi, proszę, co sądzisz o dziś poruszonych kwestiach! Poruszmy sekcje komentarzy trochę bardziej. Chcę wiedzieć, co myślisz! Chcę, aby była zgoda na niezgodę z moimi poglądami, i niech rozpocznie się szaleńczy wir dyskusji!
Po drugie! Założyłem fan page na Facebooku, niewiele tam aktywności czytelników. A dobrze jest, jak się coś dzieje. Więc klikaj tu na linka i zadziej tam coś. Łapka, komentarz i udostępnienie albo pojazd i niepochlebna opinia oraz merytoryczne argumenty za tym, że nie mam racji!
FACEBOOK
Po trzecie! Kanał na YouTube. Wrzuciłem kolejny film i nie wiem, czy to jest dobre i czy idzie we właściwym kierunku. Jeżeli nie widziałeś, to obejrzyj i zostaw po sobie znak w postaci oceny! A jak widziałeś, to wróć, sprawdź raz jeszcze i oceń!
Link do kanału na YouTube
Po czwarte! Jestem na Twitterze i Instagramie. Spoko, nie ogarniam tych platform nawet dostatecznie, ale jest to kolejny kanał do kontaktu ze mną.
INSTAGRAM
TWITTER
I po piąte. Ten blog to miejsce szacunku i dyskusji. Jeżeli w jakikolwiek sposób nie jest Ci obojętna moja praca, to bez informacji od Ciebie nie jestem w stanie korygować swoich działań. Wiedz, że każda nawet najmniejsza uwaga prowadzi do zmiany. Z góry dziękuję za każde zaangażowanie.
Trzymaj się, cześć!

Podobne wpisy

komentarze