Przyjaciele uczą samotności

by Bartosz

Gdybyś dzisiaj wyłączył telefon i wyciągnął wtyczkę od internetu… to gdzie Ci przyjaciele?

Ile osób zapukałoby do Twoich drzwi? I jeżeli zapukaliby, to czego tacy przyjaciele mogą nauczyć? Sam na sobie przeprowadziłem ten eksperyment. Jego wynik nie był szokujący, a na pewno nie dla mnie. Nie zapukał nikt.

I nie ma w tym nic złego. Każdy ma swoje życie. Każdy z nas inaczej rozumie termin „przyjaciele”. Pozwala mi to jednak mieć wątpliwości co do obrazu moich relacji. A jeżeli tak jest, to pora się nad tym pochylić. Oto kilka najważniejszych rzeczy, które zrozumiałem przez ostatnie miesiące, a dodatkowo wpoiłem do swojej głowy, co w efekcie dodało nostalgicznego charakteru dla dzisiejszego wpisu.

Przyjaciele odbierają telefon wtedy, gdy dzwoni

Był piątkowy wieczór. Wszyscy normalni ludzie i tacy którzy posiadają grono znajomych, bawili się w najlepsze. Pada. Siedzę sam w samochodzie. Jest północ. Właśnie zakończyłem melancholijną podróż po miejscowościach przyległych do mojej. Przecież często tak robię. Tym razem jednak nie było miło. Potrzebowałem się wygadać, potrzebowałem rady, a na dodatek totalnie się rozkleiłem.

Więc wyciągam telefon, otwieram książkę telefoniczną… I nie mam do kogo zadzwonić. Każdy normalny może powiedzieć, że to nic nadzwyczajnego, bo do kogo można dzwonić o północy w piątkowy wieczór. Na dodatek truć mu dupę. Nawet gdyby było to nienormalne, co ja uznaję za całkowicie zwykłe, to i tak nie było nikogo, do kogo mógłbym taki telefon wykonać.

To oczywiście duże przejaskrawienie, bo oprócz rodziców i kilku najbliższych znajomych jest tam parę numerów. Nie zmienia to jednak faktu, że było to cholernie trudne, a sama sytuacja oczywiście miała miejsce. Finalnie i tak do nikogo nie zadzwoniłem.

przyjaciele jak pies i czlowiek

Czego może nauczyć przyjaźń z samym sobą?

Chyba tylko jednego — a przynajmniej mnie nauczyła jednej istotnej rzeczy. Nie jest to zbyt wesołe, ale jakże prawdziwe. Zawsze i wszędzie będziemy sami. I nie chodzi tu o samotność samą w sobie. Bynajmniej. Chodzi tu o to, że jeżeli sam dla siebie nie jesteś spoko, to choćbyś miał setki dobrych przyjaciół, to nie zaznasz prawdziwego szczęścia, bo ciągle w Twojej głowie coś będzie nie tak.

Chyba że powinienem się udać na powtórne badania albo zapomniałem dzisiaj zażyć moich ciężkich psychotropów i się mylę. A zaklinam Was — kto myśli podobnie, niech pierwszy wyrwie sztachetę z płotu. Albo znak. Albo niech siedzi cicho i nabija się z powyższych zdań, nie dając mi żadnego sygnału, że ostatni akapit ma sens dla rozumnych. 🙂

Zawsze będziemy „sami” ze sobą. Nic tego nie zmieni. I nic oprócz nas samych, nic nie może zmienić postrzegania siebie. Co za coachingowy bełkot… Lecimy dalej.

Przyjaciele okiem aroganta

Czego mnie nauczyli przyjaciele? Jest tego trochę, a w większości są to negatywne rzeczy. Negatywne, ze względu na to, że obserwując swoje relacje, zwróciłem uwagę na wiele moich ułomności. Więcej niż mi się kiedykolwiek mogło wydawać. Żadne z tych rzeczy, o których dzisiaj napiszę, nie dotykają drugiej strony relacji, to tylko przelot nad moimi myślami, i chłodne spojrzenie na to, jak to wygląda lub wyglądało z perspektywy obserwatora. Między wierszami tytułu można łatwo wywnioskować, że chodzi o mnie samego. Nie mniej, pokuszę się również o spojrzenie na drugą stronę. Tylko w kontekście mnie samego. Podkreślam raz jeszcze, to moje indywidualne odczucia. Nikomu nic do nich, a mi nic, do zmieniania czyjegoś zachowania. I to jest najważniejsze w tym artykule.

Powierzchowność relacji, a przyjaciele

To, co jako pierwsze rzuca mi się w oczy to powierzchowność. Oczywiście powierzchowność relacji między ludźmi. Znacząca większość, to niestety albo i stety puste znajomości. Choć, prawdę mówiąc, odnoszę wrażenie, że części ludzi one pasują. Jeżeli im to pasuje, to naprawdę, nic mi do tego. Ja natomiast na takie relacje mam alergię. Nigdy nie chciałem, nie chcę i nie będę brał udziału w radosnym lizaniu się po jajach i klepaniu po plecach. Co to, to nie!

Oczywiście nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że obu stronom to nie przeszkadza. I nie chodzi tu tylko o relacje przyjacielskie. Przyjaciele to jedna z form relacji. Te same zachowania i rytuały możemy obserwować na każdym kroku i w każdego rodzaju interakcji z drugim człowiekiem. Poczynając od związku, przez rodzinę, a na podwórkowych kolegach kończąc.

Nie mam pojęcia, skąd to się bierze, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedziałbym, że nie chce wiedzieć. Rozwarstwienie społeczne także na poziomie relacji jest olbrzymie i nie wiem, czy jest coś, co jest w stanie to zmienić. Świat pędzi do przodu a my razem z nim. Brakuje nam czasu na rozmowę, spotkanie, na nas samych. I mimo tych moich gorzkich żali, to słońce jutro i tak wstanie, a ziemia dalej będzie się kręcić. Ludzie będą umierać i rodzić się I nie wiem, czy ten wpis cokolwiek zmieni. Raczej wątpię. Będę jednak po raz kolejny Don Kichotem, bo lubię. A ostatnio zaczynam kochać.

przyjaciele  puzzle

Czy chcesz być dodatkiem do czyjegoś życia?

Takie oto pytanie zadałem sobie jakiś czas temu. I można by powiedzieć, że do dziś na nie, nie odpowiedziałem. Bo nie chce, nie potrafię, albo nie mam odwagi. Wewnętrznie jednak czuję, że nie. Nie wyobrażam sobie być puzzlem, który nie pasuje, a jest w pudełku tylko dlatego, że przypadkiem ktoś go wyrzucił. I podpisał pudełko „przyjaciele”. A to tylko rozrywka… jak to puzzle zresztą.

Nadrabiamy czas, a wciąż go nie mamy. Jaki jest więc sens poświęceniu się na rzecz relacji, która nigdy nie będzie relacją prawdziwą? Dałbym głowę uciąć, że nie ma sensu. Więc od takich relacji i od takiego traktowania staram się trzymać z dala. Ciągle jestem pełen obaw, bo niejednokrotnie doświadczyłem takiej sytuacji. Myślę, że każdy z nas doświadczył. A mimo wszystko strach i poczucie pozostania samemu niejednokrotnie wpędza nas w takie właśnie relację. To jest chore!

Dodatkowo jakoś wewnętrznie się martwię, że nigdy nie zaznałem takiego uczucia, które uważałbym za prawdziwe. Być może dlatego, że ciężko jeszcze u mnie o jasną i klarowną definicję przyjaźni. Bo taka prawdziwa przyjaźń w cudzysłowie nie istnieje, nie ma jednej jedynej definicji, która byłaby adekwatna dla wszystkich. Do tego jednak jeszcze dojdziemy.

W tym miejscu chciałbym Cię odesłać do jednego z artykułów które znalazłem. Możesz go znaleźć TUTAJ. I oczywiście może się tutaj posypać lawina albo grad, jak kto woli krytyki, bo przecież jak możesz odsyłać do pisma katolickiego. Rodzaj tego pisma nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Najistotniejszy jest w nim opis różnego rodzaju przyjaźni, które możemy spotkać w życiu. A właściwie to opisy różnych poziomów przyjaźni, który mocne u mnie zarezerwował. I w dużej mierze zgrywa się z tym, o czym możesz przeczytać w tym artykule.

Przyjaciele zostawiają, kiedy mają ważniejsze rzeczy

Oczywiście, że tak to nic nadzwyczajnego. Nikt nie przysięgał Ci nigdy… No może w przypadku miłości, ale ten temat również zostawmy na osobny artykuł, bo spora będzie z nim tyrada. W każdym razie żaden z Twoich najbliższych, a tym bardziej moich, nie obiecał mi dożywotniej gwarancji poświęcenia swojego czasu. Nawet bym tego nie wymagał i całkowicie zrozumiałe jest to, że kiedy ma ważniejsze sprawy na głowie, które mogą być różne, to najzwyczajniej świecie nie będzie miał dla mnie czasu.

To nawet spoko, bo wtedy ja mam czas dla siebie. Na okrągło. Swego czasu byłem takim baranem, że wymagałem takich rzeczy. O tym również za moment. Niemniej to było strasznie głupie, a widzę to dopiero po latach. Nie wspominając już o tym ile sam tych lat mam.

Nie możesz liczyć na ludzi… Kiedy sam nie jesteś osobą, na której można polegać

O tak! Mocno biję się w pierś za wszystkie sytuacje, w których dałem ciała i zawiodłem wszystkich. Wliczając w to siebie. Ilość przykrości i niedotrzymanych obietnic można liczyć w setkach. Jeżeli nie w tysiącach. I czego można się spodziewać po ludziach, którzy zostali w jakiś tam sposób olani. No oczywiście, że tego samego. Nie można się spodziewać niczego innego, chyba że jest się żebrakiem. Wtedy można myśleć jak ja. To droga donikąd. A na dodatek ciężko stamtąd zawrócić. Cholernie ciężko. Mniej więcej z takim samym trudem przychodziło mi dotarcie do tego, że popełniam te błędy. Zauważyłem je dopiero wtedy, kiedy zobaczyłem, że robimy to wszyscy.

Najzwyczajniej w świecie — jesteśmy do dupy. Ze mną na czele. Przynajmniej w moim życiu. Nie odbiera nam to wartości. Choć z czasem męczy i jeżeli jest takowa, to ujmuje radości z życia. Tym którzy jej nie mają, potrafi zrujnować cały świat. Szczególnie wtedy, kiedy okazuje się, że nic nie idzie po naszej myśli, a ludzie dookoła nas zawodzą. To pierwszy sygnał świadczący o tym, że nie można na Tobie polegać. Tego też może nauczyć przyjaźń, a właściwie to pozwala zrozumieć, że osoby nam bliskie, to trochę jakby lustra poczynań nas samych. (Pisałem o tym również w TYM artykule, że ciągle towarzyszy nam huśtawka emocjonalna). Szybko można odbić w nich wszystkie nasze ułomności. I jeżeli chce się je dostrzec, to można to wyłapać szybko, szybciej niż nam się wydaje.

przyjaciele lustro deszczu

Przyjaciele to także nauka obserwacji nas samych

W moim życiu przyjaźnie były tak rzadkie, jak rzadkie są chwile na refleksję o nich. To, że teraz pochylam się nad nimi, wcale nie gwarantuje tego, że będzie ich więcej. Mogą być lepsze, zdrowsze albo bardziej cenne i szczegółowe, albo nic się nie zmieni. Niemniej jednak pragnę w tym miejscu zaznaczyć, że samo zastanawianie się nad relacjami wcale niczego nie gwarantuje. Może cały ten artykuł to stek bzdur. A za jakiś czas usiądę i zastanowię się nad tym i powiem. Ło baben! Co za grafoman to pisał?

To pytanie akurat zadaje sobie cały czas…

Czas na bycie mniej serio…

Brałem i czasami wciąż biorę ten świat zbyt serio. Ważę każdy krok, tak jakby miałby decydować o czyimś życiu. A przecież to bzdura. Taka sama bzdura jak to, że mówienie miłych słów, tylko po to, aby ktoś poczuł się lepiej to totalny idiotyzm. A na dodatek poprawia to tylko moje poczucie niebycia prostakiem i egoistą. A to znowu powoduje u mnie frustrację, bo lubię taki być. Uwielbiam stan, kiedy nie mam sobie nic do zarzucenia. A każdy klepnięcie po plecach kogokolwiek i rzucenia klasycznego wszystko będzie dobrze, powoduje u mnie odruch wymiotny. No bo co komu z mojego klepania po plecach?

Nikomu to nie pomoże w długiej perspektywie, a jakikolwiek scenariusz, w którym nie jest dobrze, powoduje zwrot złych emocji i bólu na mnie, bo przecież: „POWIEDZIAŁEŚ, ŻE BĘDZIE DOBRZE”! Nie jest mi to potrzebne, a tym bardziej nie uzurpuje sobie prawa do decydowania o czyimś losie. Banalne gadki zostawiam smutnym płaczkom i żałobnikom — tyle.

Przyjaciel ma być jak skurwiel z sercem na dłoni albo jak kot z Cheshire — postać z książki „Alicja w krainie czarów”. To jest dla mnie idealny obraz przyjaciela. Ktoś, kto niczego nie narzuca, nie służy radą w kwestiach, o których nie ma pojęcia, a przede wszystkim kieruje się sporym dystansem do drugiej osoby. I mogę tu rzucić wieloma jego powiedzeniami, ale nie ma to sensu. Jedyne co mogę rzucić, to stertę oskarżeń, że ta książka jest mocno niedoceniana…

Przyjaciele to partnerzy. Podobnie jak w związku…

I tak jak pisałem ostatnio o tym, jak dawać siebie w związku w tym artykule, to tutaj sprawa ma się podobnie. Przez całe lata patrzyłem na swoje relacje przyjacielskie w jeden, prosty, ociosany i chłodny sposób. Muszę z tego coś mieć. I nieważne co to by było. Czy to będzie dobra zabawa, imprezy, korzyści intelektualne lub materialne. Zawsze model opierał się na jednostronnym spojrzeniu na drugiego człowieka jako na potencjalną korzyść. Nie pochwalam tego dzisiaj, ale jednocześnie nie wstydzę się o tym powiedzieć. Powiem więcej — gdyby nie to spojrzenie, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że dziś mógłbym nie zauważyć błędów w rozumowaniu mnie samego sprzed paru lat.

Teraz dopiero dostrzegam, jak wiele rzeczy kryło się poza moim horyzontem myślenia. Jak wiele osób mogłem zranić. Dlaczego odczuwałem tak dużo zawodów. W końcu, kiedy ma się jakieś określone oczekiwania, a druga osoba ich nie spełnia, to pojawia się zgrzyt. I tego zgrzytu doświadczam do dziś. Już nie z powodu oczekiwań wobec ludzi, ale z powodów zupełnie dla mnie abstrakcyjnych. Teraz to ja jestem osobą, wobec której ludzie mają taką postawę, jaką ja sam jeszcze całkiem niedawno sam prezentowałem światu.

I nie jestem w tym sam…

Dlatego nie wstydzę się o tym pisać, bo sam znam co najmniej kilkanaście osób w moim kilkunastoosobowym świecie znajomych, które bez wahania mogłoby podpisać się pod wyżej przytoczonym fragmencie postawy roszczeniowej. I wiem również, że Ty w swoim życiu miewasz podobne epizody. Albo jesteś ciągle żebrakiem, który tylko wymaga od ludzi, bo otoczenie, rodzina, znajomi i środowisko nie pozwolili Ci zrozumieć, że to nie na tym polega. Nie zwalam winy na czynniki zewnętrzne, bo to w odpowiedzialności nas samych tkwi tajemnica rozumienia i kojarzenia pewnych faktów. Nie mniej te czynniki mocno wpływają na nas i kierują naszymi tokami rozumowania.

Mogę Ci powiedzieć, żebyś przestał być żebrakiem, ale to nic nie da. I może być tak, że wcale nie widzisz tego obdartusa w lustrze, kiedy znowu chcesz o coś prosić swoich bliskich ludzi. Albo nawet żądać… Kiedy spojrzysz w lustro i zobaczysz nieogolonego, brudnego sępa i będzie Ci wstyd za niego, to zrozumiesz, że nawet kiedy wszystko wygląda świetnie, może być zupełnie inaczej.

Próba zrozumienia, że przyjaciele to deal bez oczekiwań; żadnych

Nie można nawet wymagać tego, żeby ktoś zapukał do Twoich drzwi, kiedy wyłączysz telefon. Byłoby pewnie miło, ale to nie tędy droga. To, czego mogą nauczyć przyjaciele, to zrozumienie pewnego rodzaju oddania siebie drugiej osobie. Bez czekania na rewanż. I jest to cholernie trudne. Szczególnie kiedy jesteśmy nauczeni tego, że zawsze jest coś w zamian. Można przepędzić żebraka, ale nie jest to ani trochę łatwe…

przyjaciele góra

To, czego może nauczyć przyjaźń, to choćby zrozumienie, że nie polega ona na klepaniu po plecach

Coś, co jest zbyt mało oczywiste. Coś, co dopiero po latach dotarło do mnie i uderzyło jak obuch. Jeżeli obcy ludzie akceptują moją szczerość i jej wymagam również od nich, to dlaczego do bólu nie wymagać i nie dawać jej najbliższym mi osobom. No i to był strzał w dziesiątkę. Mówiąc najbliższym mi na ten czas ludziom, wszystko od a do z poczułem się wolny. I na pewno spadł mi z pleców ogromny ciężar. I stało się coś jeszcze. Straciłem kontakt z bardzo dużą częścią z nich. Zostały raptem trzy osoby. Z kilkunastu.

Nie mogłem na początku zrozumieć, co jest grane. Dlaczego nagle z dnia na dzień wszystko rozsypało się jak zamek z piasku? W wielu przypadkach to ludzie zrezygnowali ze mnie, kiedy usłyszeli gorzki jak chinina wywód, o tym, co sądzę o ich wszystkich dotychczasowych poczynaniach o które wcześniej pytali, a ja jak pacynka przytakiwałem, że spoko. W wielu przypadkach, jak bumerangiem dostało mi się (często trafnie) za moje uczynki. Na początku obwiniałem siebie za to, że być może to jest za ostre? Może pewnych rzeczy nie wypadało powiedzieć? Teraz wiem, że wypadało. I pewnie, że to moja wina, że do tej pory szczery do bólu nie byłem z nimi, ale zrobiłbym to raz jeszcze. Z największą przyjemnością.

A tak reagują ludzie na to co napisałem

Co za gbur i nieczuły gnojek. To pierwsze, co słyszę najczęściej od ludzi w podobnych jak wyżej sytuacjach, którym; o zgrozo, pewnie lepiej śpi się w nocy, a na co dzień cieszą się większym gronem znajomych. Ja tego nie potrzebuję. Wybór był świadomy. Nie czułem się dobrze w mojej skórze, robiąc to, a dodatkowo mam już pewnych społecznych „norm” serdecznie dość. I w większości mocno obserwując ludzi mam poczucie, że każdego choćby po trosze ta uprzejmość dla zasady boli wewnętrznie. I choć mieliby go nie lubić, to z tej samej zasady nie zrezygnuje. To dziwne. Nawet jak na dorosłych…

Jak ktoś postąpił w moim mniemaniu jak burak, cham, prostak. Jedyne co zachował, to swoje pięć komórek w głowie niezdolnych do sensownego rozpatrzenia sytuacji, to z największą przyjemnością mu to powiem. Tego z dużą pewnością mogą nauczyć przyjaciele i przyjaźń sama w sobie. A po tych słowach, w tej jedynej, prawdziwej przyjaźni i tak nie powinno się nic zmienić. A gdyby coś się zmieniło, to warto tę przyjaźń zmienić — niewątpliwie.

Nie wiem, czy poznałem prawdziwą przyjaźń

To trochę tak jak z miłością. Nigdy nie wiadomo, czy to właśnie to. A trzy poprzednie zdania, to kolejna rzecz, której mogłem się nauczyć. Nie ma czegoś takiego jak prawdziwa przyjaźń. Nigdzie nie ma żadnej definicji. Albo mamy ludzi, których chcemy mieć obok siebie. Albo towarzyszą nam ludzie, którzy nie pasują nam, ale dobrze się z nimi bawimy. Możemy też nie mieć wokół siebie ludzi, którzy nam pasują. I jeżeli jesteś szczęśliwy — w którymkolwiek ze wspomnianych wyżej scenariuszy albo w jakimkolwiek innym, to można powiedzieć, że to dobra przyjaźń. Nie prawdziwa, a dobra, bo daje Ci radość. A na nic innego z takiej znajomości liczyć nie powinieneś.

Chyba. 😉

ślady na piasku

Walczę o każdego czytelnika. Uważam, że każdy, kto tu trafia, szuka czegoś, co mu pomoże, a takie teksty staram się tworzyć. Moja praca i idee rozpowszechniają się tylko dzięki ludziom. Spędzę znów kilka godzin, udostępniając moje wpisy, a Ty możesz to zrobić, klikając w guzik poniżej. Proszę, zrób to, jeżeli uznasz ten tekst za wartościowy.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA. OTRZYMASZ PREZENT W POSTACI LISTY 10 KSIĄŻEK, KTÓRE WYWRÓCĄ CI CODZIENNOŚĆ DO GÓRY NOGAMI. OD FINANSÓW PRZEZ KARIERĘ ZAWODOWĄ, AŻ PO RELACJE MIĘDZYLUDZKIE.

Podobne wpisy

komentarze

11 komentarzy

Honorata 28 marca 2019 - 07:08

Zwróciłeś uwagę na wiele aspektów, których na co dzień nie rozpatrujemy.

ODPOWIEDZ
Bartosz 28 marca 2019 - 08:00

Hej Honorata.
Nie widzę sensu w poruszaniu kwestii, o których mówią wszyscy. To bez znaczenia. Będę po prostu kolejnym, który coś tam bredzi na ten sam temat. Wolę łamać codzienność, choćby w tak krzywym zwierciadle i wykręconym wpisie jak ten. A czy są to sprawy istotne? Dla mnie — najpewniej. Bo dotyczą mnie samego. A czy ktokolwiek jeszcze oprócz Ciebie czuje podobnie? Zobaczymy 😉
Dziękuję za pozostawienie po sobie śladu.
Pozdrawiam. Miłego dnia.

ODPOWIEDZ
Kociel 28 marca 2019 - 07:09

Gdybym wyłączyła teraz telefon, jestem pewna że w krótkim czasie moi przyjaciele zaczęliby się interesować co się ze mną dzieje. Szkopuł w tym, żeby otaczać się takimi ludźmi, ktorym na nas zależy 🙂

ODPOWIEDZ
Bartosz 28 marca 2019 - 07:58

Hej!
W takim razie można powiedzieć, że masz dużo lepsze życie niż ja. Z największą pewnością. A otaczanie się właściwymi ludźmi? Nie wiem, czy to tylko tutaj należy upatrywać się rozwiązania, ale mogę się mylić. Nie mniej — dziękuję za komentarz. Życzę miłego dnia 🙂
Pozdrawiam.

ODPOWIEDZ
Kinga Ł / Więcej serca niż rozumu 28 marca 2019 - 16:44

Hm… Wiesz ja jestem człowiekiem, który często wyłącza telefon by odpocząć. Wiem, że pomimo tego, że go wyłączę to ktoś zapuka do moich drzwi, wcześniej lub później – tak jest zawsze. Nie wiem czy mam tzw. prawdziwych przyjaciół, czy nie zawiodą w trudnych sytuacjach bo człowiek jest tylko człowiekiem. Wiem, że nie potrafiłabym by bez nich żyć, a oni pewnie w jakiś stopniu bezemnie również. Wiesz chyba tęsknisz za prawdziwą przyjaźnią skoro tyle poświęcasz jej miejsca w swoich rozważaniach.

ODPOWIEDZ
Bartosz 30 marca 2019 - 08:58

Hej Kinga.
Bardzo cieszy mnie to, że są ludzie, którzy w ten sposób potrafią patrzeć na świat. Sporo innych dałoby się pewnie pociąć za takie podejście. Za to, żeby choć na chwilę zmienić tory myślenia. Choć na moment… Ja podziękuję jednak. Jestem zadowolony z mojego podejścia. Świat nie jest dualistyczny, to ja wkręciłem sobie, że tak jest. Nie ma tylko czerni i bieli, a na każde z pytań nie można odpowiedzieć, tak lub nie. I wcale mnie to nie martwi. Obserwuję mniej ciekawe rzeczy i cieszę się tymi lepszymi dla mnie, patrzę na te przychylne mi i mam świadomość niebezpieczeństw na mnie czyhających. Mam nadzieję na najlepsze, ale jestem przygotowany na najgorsze. I ten ból, jeżeli można to nazwać bólem, który można wyczytać z artykułów, jest dobry, bo mnie wzmacnia. Pomaga mi stawać się lepszym i bardziej wrażliwym na te sprawy, które są dla mnie ważne. Dla siebie, a w dalszej części dla świata. To nie zmienia faktu, że to moje podejście, nikt, absolutnie nikt nie musi myśleć w podobny sposób, wręcz przeciwnie. Jeżeli ktoś nie czuje tego wewnętrznie, to przychylenie się podobnej opinii jak moja będzie olbrzymią tragedią dla niego samego.

ODPOWIEDZ
Kinga Ł / Więcej serca niż rozumu 31 marca 2019 - 10:24

A jak myślisz w dłuższej perspektywie zyskasz czy stracisz?

ODPOWIEDZ
Bartosz 31 marca 2019 - 10:40

Hej.
Nie rozpatruje już, a przynajmniej w większości sytuacji staram się tego nie robić, aby patrzyć na cokolwiek w kontekście straty lub zysku. Albo z czegoś rezygnuje świadomie i liczę się z konsekwencjami, albo idę na całość i zobaczymy, co z tego będzie. Dlatego jest wiele sytuacji, które kompletnie niezrozumiałe większości ludzi muszę tłumaczyć.
Chciałbym wierzyć, że jedyna strata jaką mogę ponieść, to strata samego siebie w tym wszystkim. I pewnie straciłbym, jeżeli założyłbym sobie krawat z powrozu podczepiony pod sufit lub lampę. To byłaby dla mnie jedyna strata, zresztą pewnie nie tylko dla mnie. Decydując się na pewne rzeczy, już dawno zrozumiałem, że sam wybieram, co jest istotne dla mnie. A to, czy jest to strata, czy zysk? Who cares? It’s important to me, so i decided. 😉

ODPOWIEDZ
Kinga Ł / Więcej serca niż rozumu 31 marca 2019 - 19:22

Wiesz chodziło mi o to, byś kiedyś nie żałował…

Optymistka 11 kwietnia 2019 - 19:45

Fajny wpis i ciekawe spojrzenie na otaczającą rzeczywistość i zależności w niej panujące. Nie tylko ludzie, przeżycia nas kształtują ale i też ten „popełniony” wpis ma głębszy sens:) Życzę niekończących się odkryć samego siebie i samorealizacji w pozytywnym tego słowa znaczeniu:) Wszystkiego dobrego! Pozdrawiam

ODPOWIEDZ
Bartosz 13 kwietnia 2019 - 21:05

Hej Optymistka!
Dziękuję Ci za miłe słowa. To tylko upewnia mnie w tym, że nawet jeżeli to tylko moje spojrzenie, to dobrze się to czyta, a nawet ludzie chcą się do tego jakoś odnieść i porozmawiać o tych sprawach. Jak słusznie zauważyłaś — wszystko wokół nas kształtuje w jakimś tam stopniu. I ten wpis również był pisany z zamiarem dotarcia gdzieś głęboko do czyjegoś serca. Wiem, jestem prawie pewien, że wszyscy przeżywamy podobne sprawy, ale nie wszyscy chcą o nich mówić, a rozmawiać jak najbardziej. Daję więc pole do dyskusji 🙂
Miłego wieczoru!

ODPOWIEDZ